Wszystko zaczęło się
równo pięćdziesiąt lat temu. Nowy porządek zaczął się wraz z końcem starej
wojny, która nieoficjalnie trwała od zawsze i tak jak większość wojen, została
wywołana przez ludzi. Jakoś tak już jest na tym świecie, że pomimo faktu, iż żyje
na nim mnóstwo ras, co więcej wiele z nich nie różni się od siebie pod względem
inteligencji i odczuwania emocji, to ludzie są przyczyną prawie wszystkich
problemów. Prawie wszystkich, bo zdarzają się też takie przypadki jak arogancja
i zbytnia pewność siebie typowa dla elfów, czy niemożność pogodzenia się z
rozwojem technologii większości leśnych stworzeń. Jednak żaden wcześniejszy
konflikt nie urósł na taką skalę, jak owa wojna, zwana Wojną Światów bądź Wojną
Piętnastoletnią. Zapewne każdy, kto przeczytał właśnie te nazwy domyślił się,
że trwała ona piętnaście lat, bo tyle właśnie czasu potrzebowała rasa ludzka do
zniewolenia, zmuszenia do ucieczki, lub nawet całkowitego unicestwienia
pozostałych rodzajów. Nawet jeśli w pojedynczych przypadkach działo się tak od
początku istnienia, to nikt nie nazywał tego po imieniu. Wszystkie strony były
zbyt dumne, by przyznać, że jest jakiś problem. Teraz nie ma kłopotu z
budowaniem coraz lepszych i coraz bardziej niebezpiecznych machin, nie ma
kłopotu z dostępem do lasów, czy wód z powodu zamieszkujących je elfów, nimf,
czy morskich ludzi. Nadeszła złota era, nadeszła Era Ludzi. Skończyła się Era
Równowagi.
***
I od tamtej pory wynaleziono mnóstwo
dziwnych, choć użytecznych rzeczy. Na przykład pociągi. Nie mam pojęcia, jak ta
długa, stalowa puszka na kołach się porusza, ale ważne, że można się nią szybko
przemieścić. Ów środek transportu pełen jest ludzi. Mimo całego zła, jakie nam
te istoty wyrządziły, nie odczuwam do nich nienawiści. Wartości, które mi wpojono
w czasach tak odległych, że wydają się nie wspomnieniem, a snem, wciąż tkwiły
głęboko we mnie. Złość nie jest dobra, zemsta rodzi zemstę, a każde stworzenie
ma prawo do życia, które otrzymało od Wszechświata. Wygrywa tylko ten, kto o
tym pamięta i kto zawsze zachowuje spokój. Tak samo jak mój ojciec - wielki
przywódca Klanu. Był ogromnym, umięśnionym mężczyzną, przypominającym
niedźwiedzia. Ale ktoś kiedyś powiedział, żeby nie oceniać roślin po ich
kolorach - piękne, pachnące kwiaty mogą okazać się trujące, a gruby, szary
korzeń może być wybawieniem w chorobie. Tak i mój ojciec był człowiekiem
opanowanym, opiekuńczym, potrafiącym kochać. Był moim jedynym, żyjącym krewnym.
Za to Klan był moją rodziną. Teraz nie mam już nikogo, zostałam ostatnia.
Przeżyłam Krwawą Noc dzięki misji, która została mi powierzona zupełnie
przypadkiem , a która była tak ważna dla naszego przetrwania. Pięćdziesiąt lat
całkowitej ciemności przerywanej od czasu do czasu dziwnymi, niezrozumiałymi
snami. Tak minęła spora część mojego życia. Szczęśliwie, nie oznacza to, że
jestem pięćdziesięcioletnią staruszką. My starzejemy się inaczej, świat dla nas
jakby zwolnił. Zabiegani ludzie, którzy muszą planować każdą minutę swojego
żywota nigdy tego nie zrozumieją, ale pół wieku to przelotna chwila, która nie
ma dużego znaczenia. Wszystko przemija, zarówno smutek jak radość mają swój
kres, tak samo jak wszelkie istoty, jak każde uczucie i każda myśl. Świat też
się kiedyś skończy, może nawet tego doczekam, może nawet kolejna wojna to
wszystko skończy. Cokolwiek się wydarzy, ja będę to obserwować, będę żyła
kolejne setki lat i będę opowiadać to kolejnym pokoleniom.
***
- Obudź się w końcu, jesteśmy na
miejscu. – Sehn od dobrych kilku minut próbował obudzić swoją towarzyszkę,
jednak ta wydawała się być niewzruszona jego wysiłkami. Albo udawało, że ją to
nie rusza, albo faktycznie nie miała łaskotek, nie czuła jak ktoś nią potrząsa
za ramiona i nie słyszała krzyków prosto do ucha. W końcu postanowiła łaskawie
otworzyć jedno oko. Leniwie spojrzała na zrozpaczonego chłopca i ponownie je
zamknęła.
- Nieee, tak
się po prostu nie robi! Jak zawalimy sprawę, to znowu będzie na mnie, mimo że
to ty się zawsze obijasz! – Sehn wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.
- Problem z
niedoborem osób nadających się do zadań specjalnych musi być naprawdę poważny,
skoro wysłali takie dziecko. – powiedziała pod nosem Remina. Zostali wybrani do
wykonania misji tylko dlatego, że jako jedni z niewielu przedstawicieli
nadnaturalnego społeczeństwa potrafili doskonale udawać ludzi. Nie mieli
problemów takich jak zbyt szpiczaste uszy, czy dziwaczny kolor skóry, wyglądali
zupełnie normalnie, choć w rzeczywistości do owej normalności było im daleko.
- Mówiłaś
coś? – zapytał Sehn ze szczerą niewinnością.
- Nic, nic. Gdzie
powinniśmy teraz iść? – spytała powoli wychodząc z pojazdu.
- Gdzie? No
masz przecież mapę.
- Nie,
kazałam ją wziąć tobie.
- A… no tak…
zdaje się… że jej nie mam. – chłopak pocił się coraz bardziej. Jego
towarzyszka, mimo że była niższa i drobniejsza od niego, była naprawdę
przerażająca, a najgorsze było to, że nigdy się nie denerwowała tak jak każda
inna osoba, tylko wpatrywała się w niego zimnym, obojętnym wzrokiem.
- Nie masz
mapy? Czy może się przesłyszałam? Ale jestem pewna, że spisałeś dane osoby, z
którą mamy się skontaktować.
- No jasne.
Tylko że… spisałem je na mapie. – i w tym momencie Remina zrobiła najbardziej
straszną rzecz, jaką mogła zrobić. Uśmiechnęła się lekko. Sehn myślał, że umrze
na zawał.
***
Na szczęście
nasi bohaterowie posiadali zdolność sprawnego zbierania informacji. Remina
wdrapała się na wzgórze obok miasta i stamtąd dokładnie przeszukała miejscowość
swoimi złotymi oczami charakterystycznymi dla Klanu Orła. Sehn natomiast usiadł
w cichym kącie i stamtąd rozpoczął poszukiwania wyczuwając drgania powietrza. Byłoby
jednak o wiele łatwiej, gdyby wiedzieli jak wygląda osoba, której szukają, lub
chociaż jak się nazywa. Zapadał wieczór, lecz oni nie trafili na żaden ślad.
Zmęczeni postanowili wznowić poszukiwania rankiem. Na noc natomiast udali się
do gospody na przedmieściach, która przyciągnęła ich swoim spokojem.
- Nu mówię
panience, dziwy a dziwy dziejo się w naszej mieścince! Toż dwa wieczory nie
minęły, jak żeśmy znaleźli taką niedużą jaskinię, a ile dziwów się wydarzyło!
- To
naprawdę ciekawe! Opowie mi pan więcej? Proooszę. – Sehn nie mógł uwierzyć w to
co widział. Nie dziwiło go wcale, że towarzyszka zasięga języka wśród
miejscowych, nie dziwiły go też owe dziwne wydarzenia. Tym co wywołało szok był
fakt, że Remina potrafi być naprawdę sympatyczna. On chyba jednak nie doczeka
dnia, w którym będzie się tak odnosić do niego, chyba że z sarkazmem.
-
Wiedziałem, że panienkę to zaciekawi! Panienka widać, że mądra, że z miasta
dużego przybywa. Tutaj nie jest to samo, tu ludzie prości i skromni. Ale o czym
żem ja? A nu tak, o jaskini. Nu wyobrazi sobie panienka, że nocą w tamtej
dziurze dziwne światła widać! I to nie te robaczki o świecących tyłkach, a
tęczowe światełka! Podobnóż kilka dzieci je widziało, to poszły dziecinki z
bliska zobaczyć. Ale jak wyszły, tak już ich nie widać. Szukalim my ich, ale
przepadły dziateczki jak kamień w jeziórze. A z ranka to taki dziwny młodzian
pojawił się w pobliżu farm. Młody, wysoki, chudy i jakby nie stąd. Dziewuchy
jak go zobaczyły, to od razu poleciały. A któż wie, co to za człek? Może też
wylazł z jaskini i nie dość mu dzieciaczków to i młódki sobie weźmie.
- A skąd
takie podejrzenia?
- A no bo to
dziwny typ jakiś. Dobry mój znajomek zaprzysiągł, jakoby widział go pojawiającego
się wśród świateł u wejścia do groty. A oczy to ma takie mocno niebieskie, że
człek prosty takich jeszcze nie widział. O takie, jak ma tamten młodzian. –
wskazał palcem na siedzącego dwa stoliki dalej Sehna, nie zważając przy tym na
dobre maniery, ale widocznie po prostu ich nie znał. – Wie panienka co ja sobie
myślę? Ja sobie, proszę panienki myślę, że to ni człek był. Ja tak umyśliłem,
że może to był jeden z tych elfów, czy innych widziadeł.
- Ale przecież
takie stworzenia już nie istnieją.
- Jakoż to
możemy tak gadać, jak świat taki duży, że nie sposób go przejść całego, bo
życia nie starczy? Skąd te mądre głowy, co to siadają na tych swoich mądrych
spotkaniach i rozprawiają o mądrych rzeczach, mogą wiedzieć, że elfów nie ma? Było
ich przecież od groma. Sam nawet kilku widziałem dziatkiem będąc.
- Pańska
teoria jest naprawdę ciekawa! Przemyślę to wszystko czekając na sen. Dobranoc
panu, bardzo dziękuję za te opowieści. – to powiedziawszy udała się na
spoczynek.