O fabule

Jest to opowieść o Wielkiej Wojnie ras, którą wygrali ludzie. W czasach teraźniejszych to oni władają całym światem, a mistyczne, nadnaturalne istoty, które przetrwały chowają się w cieniu. Główni bohaterowie to jedni z ostatnich przedstawicieli swoich ras, wypełniający powierzone im misje w celu odzyskania równowagi stare świata. Jednak, czy owa równowaga oznacza zawarcie pokoju, czy jest to tylko słowo, za którym kryją się mroczne zamiary? Co się stanie, jeśli bohaterowie trafią na trop największej propagandy tysiąclecia? Nic nie jest takie, jakim się wydaje, a żeby poznać prawdę, trzeba poświęcić całego siebie, by jej dosięgnąć.

Remina i Sehn mają do wypełnienia zadanie, dlatego udają się do miasta Słoneczna Ostoja. Muszą tam znaleźć pewną osobę i dostarczyć jej tajemniczą szkatułę, jednak z powodu pewnych komplikacji nie wiedzą, gdzie szukać tej osoby, ani kim ona jest. Do tego w mieście dokonano dziwnego odkrycia, przez które zaczynają dziać się rzeczy niezrozumiałe dla zwykłych ludzi.

wtorek, 17 lutego 2015

Światło nadziei starego porządku - część 1


Wszystko zaczęło się równo pięćdziesiąt lat temu. Nowy porządek zaczął się wraz z końcem starej wojny, która nieoficjalnie trwała od zawsze i tak jak większość wojen, została wywołana przez ludzi. Jakoś tak już jest na tym świecie, że pomimo faktu, iż żyje na nim mnóstwo ras, co więcej wiele z nich nie różni się od siebie pod względem inteligencji i odczuwania emocji, to ludzie są przyczyną prawie wszystkich problemów. Prawie wszystkich, bo zdarzają się też takie przypadki jak arogancja i zbytnia pewność siebie typowa dla elfów, czy niemożność pogodzenia się z rozwojem technologii większości leśnych stworzeń. Jednak żaden wcześniejszy konflikt nie urósł na taką skalę, jak owa wojna, zwana Wojną Światów bądź Wojną Piętnastoletnią. Zapewne każdy, kto przeczytał właśnie te nazwy domyślił się, że trwała ona piętnaście lat, bo tyle właśnie czasu potrzebowała rasa ludzka do zniewolenia, zmuszenia do ucieczki, lub nawet całkowitego unicestwienia pozostałych rodzajów. Nawet jeśli w pojedynczych przypadkach działo się tak od początku istnienia, to nikt nie nazywał tego po imieniu. Wszystkie strony były zbyt dumne, by przyznać, że jest jakiś problem. Teraz nie ma kłopotu z budowaniem coraz lepszych i coraz bardziej niebezpiecznych machin, nie ma kłopotu z dostępem do lasów, czy wód z powodu zamieszkujących je elfów, nimf, czy morskich ludzi. Nadeszła złota era, nadeszła Era Ludzi. Skończyła się Era Równowagi.


***
           

            I od tamtej pory wynaleziono mnóstwo dziwnych, choć użytecznych rzeczy. Na przykład pociągi. Nie mam pojęcia, jak ta długa, stalowa puszka na kołach się porusza, ale ważne, że można się nią szybko przemieścić. Ów środek transportu pełen jest ludzi. Mimo całego zła, jakie nam te istoty wyrządziły, nie odczuwam do nich nienawiści. Wartości, które mi wpojono w czasach tak odległych, że wydają się nie wspomnieniem, a snem, wciąż tkwiły głęboko we mnie. Złość nie jest dobra, zemsta rodzi zemstę, a każde stworzenie ma prawo do życia, które otrzymało od Wszechświata. Wygrywa tylko ten, kto o tym pamięta i kto zawsze zachowuje spokój. Tak samo jak mój ojciec - wielki przywódca Klanu. Był ogromnym, umięśnionym mężczyzną, przypominającym niedźwiedzia. Ale ktoś kiedyś powiedział, żeby nie oceniać roślin po ich kolorach - piękne, pachnące kwiaty mogą okazać się trujące, a gruby, szary korzeń może być wybawieniem w chorobie. Tak i mój ojciec był człowiekiem opanowanym, opiekuńczym, potrafiącym kochać. Był moim jedynym, żyjącym krewnym. Za to Klan był moją rodziną. Teraz nie mam już nikogo, zostałam ostatnia. Przeżyłam Krwawą Noc dzięki misji, która została mi powierzona zupełnie przypadkiem , a która była tak ważna dla naszego przetrwania. Pięćdziesiąt lat całkowitej ciemności przerywanej od czasu do czasu dziwnymi, niezrozumiałymi snami. Tak minęła spora część mojego życia. Szczęśliwie, nie oznacza to, że jestem pięćdziesięcioletnią staruszką. My starzejemy się inaczej, świat dla nas jakby zwolnił. Zabiegani ludzie, którzy muszą planować każdą minutę swojego żywota nigdy tego nie zrozumieją, ale pół wieku to przelotna chwila, która nie ma dużego znaczenia. Wszystko przemija, zarówno smutek jak radość mają swój kres, tak samo jak wszelkie istoty, jak każde uczucie i każda myśl. Świat też się kiedyś skończy, może nawet tego doczekam, może nawet kolejna wojna to wszystko skończy. Cokolwiek się wydarzy, ja będę to obserwować, będę żyła kolejne setki lat i będę opowiadać to kolejnym pokoleniom.

***


            - Obudź się w końcu, jesteśmy na miejscu. – Sehn od dobrych kilku minut próbował obudzić swoją towarzyszkę, jednak ta wydawała się być niewzruszona jego wysiłkami. Albo udawało, że ją to nie rusza, albo faktycznie nie miała łaskotek, nie czuła jak ktoś nią potrząsa za ramiona i nie słyszała krzyków prosto do ucha. W końcu postanowiła łaskawie otworzyć jedno oko. Leniwie spojrzała na zrozpaczonego chłopca i ponownie je zamknęła.
- Nieee, tak się po prostu nie robi! Jak zawalimy sprawę, to znowu będzie na mnie, mimo że to ty się zawsze obijasz! – Sehn wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.

- Problem z niedoborem osób nadających się do zadań specjalnych musi być naprawdę poważny, skoro wysłali takie dziecko. – powiedziała pod nosem Remina. Zostali wybrani do wykonania misji tylko dlatego, że jako jedni z niewielu przedstawicieli nadnaturalnego społeczeństwa potrafili doskonale udawać ludzi. Nie mieli problemów takich jak zbyt szpiczaste uszy, czy dziwaczny kolor skóry, wyglądali zupełnie normalnie, choć w rzeczywistości do owej normalności było im daleko.
- Mówiłaś coś? – zapytał Sehn ze szczerą niewinnością.
- Nic, nic. Gdzie powinniśmy teraz iść? – spytała powoli wychodząc z pojazdu.
- Gdzie? No masz przecież mapę.
- Nie, kazałam ją wziąć tobie.
- A… no tak… zdaje się… że jej nie mam. – chłopak pocił się coraz bardziej. Jego towarzyszka, mimo że była niższa i drobniejsza od niego, była naprawdę przerażająca, a najgorsze było to, że nigdy się nie denerwowała tak jak każda inna osoba, tylko wpatrywała się w niego zimnym, obojętnym wzrokiem.
- Nie masz mapy? Czy może się przesłyszałam? Ale jestem pewna, że spisałeś dane osoby, z którą mamy się skontaktować.

- No jasne. Tylko że… spisałem je na mapie. – i w tym momencie Remina zrobiła najbardziej straszną rzecz, jaką mogła zrobić. Uśmiechnęła się lekko. Sehn myślał, że umrze na zawał.  


***


Na szczęście nasi bohaterowie posiadali zdolność sprawnego zbierania informacji. Remina wdrapała się na wzgórze obok miasta i stamtąd dokładnie przeszukała miejscowość swoimi złotymi oczami charakterystycznymi dla Klanu Orła. Sehn natomiast usiadł w cichym kącie i stamtąd rozpoczął poszukiwania wyczuwając drgania powietrza. Byłoby jednak o wiele łatwiej, gdyby wiedzieli jak wygląda osoba, której szukają, lub chociaż jak się nazywa. Zapadał wieczór, lecz oni nie trafili na żaden ślad. Zmęczeni postanowili wznowić poszukiwania rankiem. Na noc natomiast udali się do gospody na przedmieściach, która przyciągnęła ich swoim spokojem.
- Nu mówię panience, dziwy a dziwy dziejo się w naszej mieścince! Toż dwa wieczory nie minęły, jak żeśmy znaleźli taką niedużą jaskinię, a ile dziwów się wydarzyło!
- To naprawdę ciekawe! Opowie mi pan więcej? Proooszę. – Sehn nie mógł uwierzyć w to co widział. Nie dziwiło go wcale, że towarzyszka zasięga języka wśród miejscowych, nie dziwiły go też owe dziwne wydarzenia. Tym co wywołało szok był fakt, że Remina potrafi być naprawdę sympatyczna. On chyba jednak nie doczeka dnia, w którym będzie się tak odnosić do niego, chyba że z sarkazmem.
- Wiedziałem, że panienkę to zaciekawi! Panienka widać, że mądra, że z miasta dużego przybywa. Tutaj nie jest to samo, tu ludzie prości i skromni. Ale o czym żem ja? A nu tak, o jaskini. Nu wyobrazi sobie panienka, że nocą w tamtej dziurze dziwne światła widać! I to nie te robaczki o świecących tyłkach, a tęczowe światełka! Podobnóż kilka dzieci je widziało, to poszły dziecinki z bliska zobaczyć. Ale jak wyszły, tak już ich nie widać. Szukalim my ich, ale przepadły dziateczki jak kamień w jeziórze. A z ranka to taki dziwny młodzian pojawił się w pobliżu farm. Młody, wysoki, chudy i jakby nie stąd. Dziewuchy jak go zobaczyły, to od razu poleciały. A któż wie, co to za człek? Może też wylazł z jaskini i nie dość mu dzieciaczków to i młódki sobie weźmie.
- A skąd takie podejrzenia?
- A no bo to dziwny typ jakiś. Dobry mój znajomek zaprzysiągł, jakoby widział go pojawiającego się wśród świateł u wejścia do groty. A oczy to ma takie mocno niebieskie, że człek prosty takich jeszcze nie widział. O takie, jak ma tamten młodzian. – wskazał palcem na siedzącego dwa stoliki dalej Sehna, nie zważając przy tym na dobre maniery, ale widocznie po prostu ich nie znał. – Wie panienka co ja sobie myślę? Ja sobie, proszę panienki myślę, że to ni człek był. Ja tak umyśliłem, że może to był jeden z tych elfów, czy innych widziadeł.
- Ale przecież takie stworzenia już nie istnieją.
- Jakoż to możemy tak gadać, jak świat taki duży, że nie sposób go przejść całego, bo życia nie starczy? Skąd te mądre głowy, co to siadają na tych swoich mądrych spotkaniach i rozprawiają o mądrych rzeczach, mogą wiedzieć, że elfów nie ma? Było ich przecież od groma. Sam nawet kilku widziałem dziatkiem będąc.
- Pańska teoria jest naprawdę ciekawa! Przemyślę to wszystko czekając na sen. Dobranoc panu, bardzo dziękuję za te opowieści. – to powiedziawszy udała się na spoczynek.